Jutro kończymy tydzień przedszkolny, Nina niezmiennie z radością chodzi, żegna się ze mną w domu. Podobno popłakuje przy jedzeniu obiadu i przy spaniu. ale mówi, że pani ją pociesza, Pierwszego dnia musiałyśmy być przez 1,5 godziny w nieustannym uścisku. Teraz już mniej, ale wszystko robimy razem, stęsknione. Dzieci odczuwają już jesień, zmęczeni rannym wstawaniem padają już przed 20. A ja mam tydzień idealny, rozpoczynam wizytą w siłowni o 8 rano, potem praktyki, dzieci, obiad i czas spędzony wspólnie. :)
W weekend pędzimy w odwiedziny do kuzynek Mai i Martynki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję za komentarz