Igor Nina

Igor Nina

niedziela, 24 sierpnia 2014

Dwa, dwójka, dwójeczka!

Nina skończyła 2 latka! Waży 13 kg, jest rozkoszna i wiecznie uśmiechnięta. Raczej spokojna, ale nie da sobie w kaszę dmuchać nikomu, wyćwiczyła to na bracie.  Gadatliwa, energiczna i sprawna fizycznie. Kocha ogórki konserwowe, kabanosy i bajkę o kotku (Kot  w butach), bo kocha kotki. Bardzo czuła i przytulaśna, raczej delikatna.Wysoka z długimi nogami o śniadej cerze. Miewa humory, ale rzadko. Najchętniej czas spędza w towarzystwie dzieci, bawiąc się w piachu lub zbiegając z górki. Jest teraz na etapie "co to mama?" i "ja hama!".
W słowniku pojawiły sie słowa :
Wąż - Wąf
Kuci, Koci - Igor
cici- siusiu
heci - leci
hama- sama
konć-koniec
tamta- przepraszam


Ninko, 
życzymy Ci wiary w siebie, nieustającego uśmiechu na twarzy i ciągłych powodów do rechotania. Niegasnącej miłości do brata, odporności na stres i spokoju w każdej postaci. Wielu możliwości rozwoju i przyjaciół, z którymi można konie kraść. Rośnij nam zdrowo i nie dawaj się choróbskom. 











































sobota, 16 sierpnia 2014

Nasz urlop - uwaga duużo zdjęć.

 Nareszcie znalazłam chwilę żeby nadrobić zaległości blogowe.
 Poniższe zdjęcia relacjonują nasz wspólny z przyjaciółmi wypoczynek na wsi o nazwie Trzciano.Mieliśmy co robić, wszystko było dla nas atrakcją.Chłopaki Paweł i Sławek za atrakcję uznali rąbanie drewna co też czynili przez około 3 dni, dopóki nie spalili piły. My z Iwoną odnalazłyśmy nową formę relaksu pieląc warzywniak i zbierając co dzień jego owoce.
Dzieci, a dzieciom wyobraźnia tak pracowała, że w zasadzie mało ich było widać. Jedną z zabaw była jakże zajmująca gra w szpital. Igor był pacjentem, leżącym na łóżku polowym gdzieś przed domem, a Zosia jego pielęgniarką. Przy tym Igor miał minę poważnie chorego, pewnie dlatego, że to był szpital zwykły,NFZ-towy.
Inna zabawa spośród wielu, również zajmująca to udawanie przez nich psa lub kota oraz jego właściciela.
Rytuałem również stały się codzienne tańce, kąpiele w basenie oraz wieczorna kąpiel przed spaniem na świeżym powietrzu w miskach. Codziennie rowerami jeździliśmy do koni z chlebkiem i jabłkami.Odwiedzaliśmy sąsiedzkie krowy, zwiedzaliśmy pobliskie Wąbrzeźno.
Nina ma za sobą sukces nocnikowy, zaczęła chętnie na niego siadać. Pieluchy dalej nosi, bo nie wiele w tym nocniku lądowało, za to ilość mokrych rzeczy wyczerpała moją cierpliwość. Drugą próbę podejmę w ostatnim tygodniu sierpnia, kiedy to nadejdzie urlop nr 2!
 A oto zdjęcia :








Wiejskie powietrze wykańcza.


















Wyjadanie kruszonki z drożdżówki jest najlepsze.







Wizyta u krów.




Dwudniowy cielaczek, ledwo stał na swoich koślawych nogach, za to chętnie dał się przytulić.


Rzeka mleka, a raczej wanna mleka.




                                                                  Wabrzeźno.

                                          Paweł i Sławek zrobili dzieciom piaskownicę.


Chory pacjent.


Igor sam prowadził auto siedząc na kolanach taty, później dziadka.


Zrywanie młodych marchewek było radochą dla dzieci.



I ich chrupanie również.












Mój super przytulaśny ulubieniec, a raczej ulubienica.






Odkrycie gofrownicy w szafce, spowodowało, że gofry gościły na stole codziennie.




Pomocnik gofrowy.



Widok zachodzącego słońca, gdy ja usypiałam dzieci.


Była i pomoc w sprzątaniu.


Imprezowicze.

Iwka i Paweł dzięki za fajnie spędzony czas!