Spędziłam fantastyczny miesiąc pracy w ramach praktyk, w świetlicy szkolnej. I choć organizowanie opieki dla chorych własnych dzieci kosztuje sporo nerwów, to spędziłam wesoło i bardzo aktywnie czas. Masy przytulających się dzieci, rysujących dla mnie laurki, częstujących ciastkami, pomagających uciszać innych łobuzów, chętnie dzielących się swoimi problemami i radościami dodało mi energii i pozwoliło przetrwać takie minusy jak ogromny hałas. A już bieganie po szkole z pierwszakami i zerówkowiczami lub zabawy na świeżym powietrzu okazały się być spełnieniem moich marzeń o pracy w ruchu. Zżyłam się z kadrą i z dziećmi, aż ciężko było się rozstawać. A ostatnie spotkanie z dyrektorem szkoły skończyło się bardzo pozytywną rozmową, kto wie może tam jeszcze wrócę ;)
A to moje słodziaki.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję za komentarz