Zaadoptowaliśmy na parę dni Zosię, podczas nieobecności jej mamy Iwony. Byłam zachwycona tym jak bezkonfliktowo spędzaliśmy czas, jak aktywnie działaliśmy i jak się dobrze zgraliśmy, w końcu trójka dzieci to nie lada wyzwanie! Mamy za sobą długie spacery, jazdę autobusem, wizytę u koleżanki Igora, wycieczkę rowerową - dzieci na rowerach a ja biegiem i wiele wiele innych :) Były wspólne zabawy, posiłki i głośne wyrażanie miłości, sielanka. Nawet pogoda nam dopisała, radość dzieci, że mogły siedzieć bez butów i kurtek na tarasie była bezcenna! I codzienne Zosi słowa : "Ciociu mogę u Was jeszcze mieszkać?". Dodali mi energii przez te dni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję za komentarz