A w zasadzie tytuł powinien brzmieć "Majówka jak z horroru". We wtorek mieliśmy wyruszać na zaplanowaną i opłaconą już na początku marca majówkę a w poniedziałek wieczorem Igor dostał gorączki a Nina zaczęła kasłać.Zjechałam do apteki zaopatrzyłam się w syropu i czopki przeciwgorączkowe i walczyłam przez noc. Rano pojechałam z dziećmi do lekarza, Igor dostał antybiotyk a Nina syropy i receptę na antybiotyk gdyby się pogorszyło. Dopakowalismy torby i wyruszyliśmy do lasu, miejscowość Czarna Dąbrowka ośrodek Zawiaty
tu, gdzie czekali już na nas Paweł , Iwona i mała Zosia. Większość drogi spędziłam w nienaturalnie wygiętej pozycji podając Ninie bedącej w foteliku, pierś na uspokojenie i odpowiadając na pytania Igora "po co i dlaczego". Przyjechaliśmy na kolację, rozpakowaliśmy się w domku i Nina już zaczęła gorączkować. Także gorączkowali już we dwoje. Noc z głowy. W środę (święto) wykupiliśmy w najbliższej dyżurnej aptece antybiotyk dla Niny, bo się pogarszało. W czwartek jej podałam, przynajmniej próbowałam wstrzykując jej w momencie, gdy ssała pierś, połknęła tylko część dawki, ale lepsze to niż nic. Igor już w tym czasie czuł się już dobrze. Nie było z nim problemów , bo leki połyka wzorowo, nawet te niedobre.W czwartek w nocy położyłam się szybciej do łóżka wiedząc, że gorączkująca Nina nie da pospać i odziwo nie mogłam zasnąć do 2.00, okazało się , że Sławek też miał problemy. Resztę nocy spędziliśmy na zmianę w ubikacji z biegunką i wymiotami. Rano było już lepiej, ale nie mielismy siły dać nawet lekarstw dzieciom, i wtedy wybuchłam śmiechem, bo nie wierzyłam, że to może spotkać jedną rodzinę :)Jak się okazało na śniadaniu, pół ośrodka miało te same problemy, a recepcja nie nadążała z wydawaniem papieru toaletowego. Albo nas otruli albo rotawirus zbierał swoje żniwa. ( Uwaga dzieci nasze wraz z Zosią były szczepione i ich nie ruszyło w ogóle).Rano na ból brzucha i słabe samopoczucie narzekał już Paweł, a Zosia zaczęła pokasływać. Do tego byłam głucha na prawe ucho , które to laryngolog miał odetkać przed naszym wyjazdem a zatkał jeszcze bardziej. Byłam bliska załamania , na szczęscie Zosia (2lata) swoim słodkim szczebiotaniem poprawiała mi humor
ubierz papkę, bo wieje- mówiła lub
Igoku choć tu do mnie.
W piątek Nina czuła się już lepiej, my też, Igor wyśmienicie, jedynie Paweł jeszcze cierpiał.
Oprócz tych wszystkich "atrakcji", korzystaliśmy z pogody, świeżego powietrza i dobrego towarzystwa, co widać mam nadzieję na poniższych zdjęciach. Piekłyśmy z Iwką jabłka w ognisku, byłyśmy na masażu twarzy i dekoldu, leżeliśmy na usypanej przy jeziorze plaży, skakaliśmy na trampolinie, byliśmy na wycieczce rowerowej, spacerowaliśmy, karmilismy zwierzaczki. Było miło. I zdrowi wróciliśmy do domu :)
 |
| Zaczynamy podróż. |
 |
| Zestaw młodych majówkowiczów |
 |
| Restauracyjny kącik do zabaw dla dzieci |
 |
| Zosia |
 |
| Igor |
 |
| Na trampolinie |
 |
| Igor sprowadzał Zosię z górki. |
 |
| Relaks w męskim wykonaniu |
 |
| Moja ekipa spacerowa |
 |
| Mini zoo - króliki. |
 |
| Króliki bardzo śmieszyły Ninę. |
 |
| Wygłupki naszych pociech. |
 |
| Mini zoo- kozy. |
 |
| Plażowo |
 |
| Piknik dziewczynek,. |
 |
| Moje chorowitki. |
 |
| Pawła też dopadło choróbsko. |
.JPG) |
| Piekłyśmy z Iwoną jabłka w ognisku. |
 |
| Sniadanie z dziećmi to "czysta przyjemność". |
 |
| Na trampolinie Nina zrywała boki. |
 |
| Wcale już nie będę siedzieć! |
Gdyby nie twoj opis to powiedzialabym, ze mieliscie SUPER majowke!!!
OdpowiedzUsuń