W zeszłym tygodniu odkryłam dziurkę w zębie Igora. Umówiłam go do dziecięcego dentysty, co roku chodzę z dziećmi do kontroli, ale wiercenie w zębie to już poważna sprawa. Wybraliśmy Wiewiórkę dentystę rodzinnego, na miejscu wszystko wydawało się taakie przyjazne. Pokój zabaw dla dzieci, w którym szalał Igor z Niną, po czym przyszła po niego pani dentystka przedstawiła się i zaprosiła do gabinetu. A tam różowo, różowe ściany i meble. Przy fotelu telewizor, Igor wybrał bajkę. Pani cierpliwie wszystko tłumaczyła, każde urządzenie włączyła i pokazała na ręce, jakie będą odczucia. Ssak do śliny w kształcie trąby słonia ( różowy!), który daje buziaki. Znieczulenie nazwane śpiącą wodą, która usypia ząbek i wcale nie zastrzyk, a znieczulenie komputerowe:) Igor nawet nie drgnął, nie jęczał, nie panikował. Był meega dzielny. Na koniec nagroda do wyboru gadżety. Czas 20 min, zabawa przednia, koszt 165 zł :) Igor zachwycony, w samochodzie rozentuzjazmowany krzyczy "Mamo ja ciągle chce tam chodzić, ciągle, ciągle, ciągle!"
A ja się tak denerwowałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję za komentarz